Czy warto zagrać w Star Wars Jedi Fallen Order? Dla kogo jest ta gra? Co według mnie gra zrobiła dobrze, a co źle?
Na to i wiele innych pytań odpowiemy sobie w tej części cyklu NoNieZapomnę.
Ogólne Informacje:
Rok wydania: 2019
Producent: Respawn Entertainment (znani z m.in. serii Titanfall, Apex Legends)
Wydawca: Electronic Arts (Chyba nie muszę przedstawiać)
Dla kogo jest ta gra?
Polecam ją:
+ Dla fanów Star Wars
+ Dla osób które szukają fajnej gry akcji
+ Dla osób które szukają wyzwań ale nie tak ekstremalnych jak bossowie w Dark Souls.
+ Dla tych co lubią eksplorować mapę
Nie polecam jej:
– Fanom Dark Souls
– Dla tych którzy szukają angażującej, wielowątkowej fabuły.
– Dla tych co nie lubią Star Wars
– Jeśli ktoś nie lubi sekwencji logicznych
Po więcej szczegółów zachęcam przeczytać całość.
SEGMENT BEZSPOILEROWY
Ogólne wrażenia:
Gra urzekła mnie tym, że cały czas odkrywa przed nami kolejne mechaniki.
Grę zaczynamy z podstawowymi umiejętnościami takimi jak: Uderz, Unik, Blok. A z czasem dostajemy nowe umiejętności jak m.in. przyciąganie wrogów mocą, spowalnianie czasu itd. (Więcej o tym wspomnę niżej). Rozumiem za co się tej grze mogło oberwać, bo była teasowana jako souls like, a w ostateczności… hmm… cóż.
Ma parę elementów souls like, jednak fani tego gatunku i jego, moim zdaniem hardcore’owego poziomu trudności mogą czuć na tym polu rozczarowanie.
Fabuła (bez spoilerów):
Wcielamy się w Cala Kestisa, ocalałego po czystce Jedi który ukrywa się na placówce na Bracce, gdzie rozmontowuje stare okręty z czasów Wojen Klonów. Bracca służy nam jako samouczek i jest prologiem abyśmy mogli poznać lepiej głównego bohatera.
W trakcie prac Cal jest zmuszony użyć mocy aby uratować przyjaciela przed śmiercią, co aktywowało inkwizytorów imperium, którzy lada moment zjawiają się na Bracce.
Całe szczęście dla Cala, moc wyczuli również jego przyszli sprzymierzeńcy którzy pomagają mu uciec i ukryć się.
Poznajemy Cere i Greeza, którzy przed dalszą część historii będą nam towarzyszyć jako załoga statku. Dowiadujemy się, że Cere była kiedyś Jedi i zna miejsce w którym ukryto Holocron Jedi.
Fabuła stawia Calowi cel, aby znaleźć sposób na zdobycie Holocronu Jedi i tym samym użyć listy dzieci wrażliwych na moc do odbudowy zakonu Jedi.
W dalszej części historii przemierzamy planety takie jak Bogano, Zeffo, Kashyyyk, Ilum oraz Dathomirę. Więc jak widać znajdziemy tu zarówno planety które fani Star Wars znają, jak i zupełnie nowe, niezbadane terytoria.
Jest to z jednej strony takie skakanie z planety na planetę, potem wracanie się znowu i tak w kółko. O ile samo przemierzanie mapy jest bardzo przyjemne tak ten moment fabuły w zasadzie nie wyróżnia się niczym znaczącym.
Narracja:
Prolog na Bracce jeśli chodzi o narrację jest tragiczny i często usłyszymy tam teksty typu „Powinienem użyć tamtej dźwigni aby przejść dalej” – mniej więcej w tym stylu.
Dla zobrazowania tego problemu… kto z Was drodzy czytelnicy podczas np. przechodzenia przez pasy mówił na głos coś w stylu:
„Kurczę, aby uruchomić zielone światło, powinienem nacisnąć tamten przycisk! W innym wypadku nie przejdę na drugą stronę!” – To jest taki poziom, na szczęście po prologu nie zauważyłem tego więcej.
Gra ma trochę klimat takiego Tomb Raidera, w tym sensie, że często tu będziemy zwiedzać jakieś starożytne grobowce lub odkrywać tajemnice m.in. upadku cywilizacji Zeffo.
Fani Star Wars na pewno docenią ilość nawiązań m.in. do Wojen Klonów w trakcie eksploracji Dathomiry. Lub spotkamy postacie które mogliśmy zobaczyć np. w Łotrze Jeden.
Niestety, jak już wspomniałem wyżej, gra ma problemy w II akcie i często po prostu skaczemy z planety do planety co trochę zabija klimat eksploracji wspomnianych grobowców.
Gameplay:
To co podoba mi się w tej grze, to to, że cały czas daje nam nowe „zabawki”. Przez całą grę towarzyszy nam droid BD-1. Można powiedzieć że zarówno on, jak i nasz protagonista Cal Kestis, mają swoje osobne umiejętności.
Im jesteśmy dalej z fabułą mamy więcej skilli, dzięki którym
1) Możemy dostać się tam gdzie wcześniej nie mogliśmy
2) Możemy wspomóc się nimi w walce.
Dzięki temu gra się nie nudzi i czujemy progres postaci, że z każdym kolejnym postępem fabuły stajemy się coraz silniejsi.
Grę możemy zapisać przy specjalnych miejscach medytacji. Miejsca te służą też jako miejsce gdzie wybierzemy nowe zdolności dla Cala, a także zregenerujemy stymy – apteczki w tej grze. UWAGA! Trzeba pamiętać, że po odnowieniu apteczek przeciwnicy których pokonaliśmy, respawnują się.
System walki:
Walka w tej grze jest satysfakcjonująca, to jest, z jednej strony nie jest tępym pałowaniem jednego przycisku myszy (a nawet jak spróbujemy tak zrobić to dostaniemy w 4 litery), ale nie jest z drugiej strony tak wymagająca jak soulsy. Dla mnie było to coś ciekawego, nie mniej patrząc na marketing tej gry rozumiem czemu fani dark souls zdenerwowali się na tę produkcję. Która była trochę teasowana jako taki Dark Souls w świecie Star Wars.
W walce pomoże nam nie tylko miecz świetlny ale i moc, co sprawia, że każda potyczka nabiera bardziej taktycznego charakteru (zwłaszcza przy większej ilości wrogów).
Mocą możemy m.in. spowalniać czas, a w zasadzie wybranego przeciwnika, lub obiekty!
Z czasem odblokowujemy też możliwość przyciągania i odpychania mocą, co ponownie, przyda nam się nie tylko do walki ale i rozwiązywania zagadek logicznych i środowiskowych. No właśnie… przejdźmy do wizytówki tej gry.
Zagadki Środowiskowe:
Często w grze napotykamy na różne grobowce, a także na mechanizmy które musimy rozpracować aby przejść dalej. Gra ma ciekawe segmenty logiczne, w których, zwykle przy użyciu mocy, możemy przenosić przedmioty i rozwiązywać zagadki. Dla osób które nie lubią tego typu łamigłówek na myślenie, może spodobać się opcja że nasz robot BD-1 może dać nam na życzenie wskazówkę jak to rozwiązać.
Myślę, że te zagadki to jest wizytówka całej serii (Jeśli mówimy zarówno o Fallen Order jak i Survivor).
Mapa:
Nasz droid pokazuje nam hologram mapy poziomu, trzeba się do niej na początku przestawić bo jest bardzo nietypowa, ale bardzo dobrze pokazuje złożoność poziomów które przechodzimy.
Ciekawie zaprojektowane lokacje (nawet jak któryś raz odwiedzamy daną planetę to odkrywamy z biegiem fabuły zakamarki o których wcześniej nie wiedzieliśmy lub były sprytnie zasłonięte). Często aby dojść do celu mamy do wyboru jedną z kilku ścieżek, gra nie pokazuje nam dokładnie gdzie najbliżej do celu, przez co nie wiemy nigdy która z proponowanych ścieżek może okazać się ślepym zaułkiem. Z drugiej strony mapa jest na tyle sprytnie zaprojektowana, że zachęca nas do eksploracji. Często wynagradza nas albo jakąś znajdźką albo wzbogaceniem lore tej gry. A skoro o tym mowa…
Znajdźki:
To w większości nudne skórki do droida, modliszki lub ponczo.
Jedyny użytek jest ze znajdziek to tzw „echa mocy” – to takie znajdźki odsłaniające lore lokacji. One dają expa – więc nawet jak się nie jest maniakiem robienia gry na 100% to te akurat warto znajdować bo mamy z tego korzyść.
Na każdej planecie możemy znaleźć specjalne roślinki, które po zeskanowaniu przez BD-1 możemy posadzić na naszym statku – modliszce, a z czasem zobaczyć jak wyrastają z nich coraz bardziej okazałe rośliny. Jest to element czysto dekoracyjny. Tutaj polecam olać skórki które zyskujemy ze specjalnych pojemników rozsianych po całej mapie.
Inne przemyślenia:
Ciekawe wybrnięcie z mieczem świetlnym, dużo przeciwników walczących w zwarciu i blokujących nasze ciosy. Gdybym miał się czepiać to to, że miecz świetlny nie rozcina takich małych mobków w pół przy pierwszym uderzeniu, ale mówię to już takie turbo czepianie się logiki miecza świetlnego…
Czasem się bugują tekstury (widać artefakty), a parę razy na Dathomirze postać weszła mi pod mapę. Pomimo zdarzających się sporadycznych bugów tekstur uważam, że są bardo detalicznie zrobione, zwróćcie chociażby uwagę na rysy/blizny na twarzy Cala.
SEGMENT SPOILEROWY
Protagonista:
Cal Kestis przedstawiany jest nam jako postać która ma niestabilną relację z mocą i na przestrzeni gry odbudowuje ją. Widzimy to poprzez fragmenty wspomnień jego treningu gdy był padawanem. Po każdej takiej sekwencji dostawaliśmy nową umiejętność. Raz było to spowolnienie czasu… innym razem możliwość odepchnięcia przeciwników… itd. I o ile na początku odbierałem to jako po prostu przerywnik bo gra chce nas nauczyć nowej „zabawki”, tak kiedy dowiadujemy się, że niestabilność mocy Cala wynika z tego, że ma żal do siebie, że nie udało mu się uratować mistrza który zginął przez klony. Nagle te przerywniki dostały drugiego dna i mogliśmy w Calu zobaczyć złamaną postać która obwinia się, że jego mistrz zginął.
Postacie:
Bardzo fajnie wypadają w tej grze postacie drugoplanowe takie jak Cere, Greez, a także te które później spotykamy jak BD-1 (nasz towarzysz), a nawet antagoniści jak Druga Siostra (Trilla). Pomimo, że główny człon fabuły jest dosyć sztampowy, to informacje jakie dostajemy o naszych towarzyszach dają im coraz większej głębi i niejednoznacznego charakteru. Szczególnie widać to w relacji Cere oraz Trilli.
Niestety nie było tu tak dużo interakcji między tymi postaciami, a szkoda bo osobiście lubię kiedy załoga lub towarzysze w różnych grach rzucają do siebie utarczkami słownymi.
P.S. Teksty Greeza i Nocnej Siostry które sobie rzucają, to złoto.
Zakończenie:
Podobało mi się, że gra po tym jak dostaliśmy na Ilum dzielony miecz świetlny pokazywała jacy to jesteśmy teraz Badass, że większość przeciwników bez problemu pokonujemy i ogólnie mamy feeling takiego Giga Chada ze Star Wars.
I nagle pojawia się Darth Vader, który pokazuje nam: NoNie, dalej jest ktoś lepszy od nas i wcale takie Giga Chady nie jesteśmy.
Do tej pory wszystko i wszystkich pokonywaliśmy, a tu gra zmusza nas do ucieczki przez co jeszcze bardziej odwraca to co do tej pory budowała. Jest to moim zdaniem bardzo dobrze pokazana sekwencja która zostanie w mojej głowie na dłużej.
Tyle ode mnie, to była moja opinia o Star Wars Jedi Fallen Order. Możecie oczywiście mieć inną, to tylko moje spostrzeżenia. A jakie są wasze odczucia z tą grą? Napiszcie w komentarzu!


Dodaj komentarz