Czy było warto zagrać w Tomb Raider: Legends? Czy ta gra broni się nawet dzisiaj? Czy warto po nią sięgnąć jeśli chce się zagrać po raz pierwszy?
Na to i wiele innych pytań odpowiemy sobie w tej części cyklu NoNieZapomnę.
Ogólne Informacje:
Rok wydania: 2006
Producent: Crystal Dynamics
Wydawca: Eidos Interactive
Dla kogo jest ta gra?
Polecam ją:
+ Fanom dynamicznych gier przygodowych
+ Tym co szukają szybkiej gry do ukończenia
Nie polecam jej:
– Jeśli nie lubisz zagadek środowiskowych
– Jeśli nie lubisz parkouru w grach
– Jeśli musisz mieć ładną grafikę w grach
– Jeśli masz wstręt do quicktime eventów
Po więcej szczegółów zachęcam przeczytać całość.
Wstęp:
Szybkie przypomnienie, NoNieZapomnę to format w ramach którego ogrywamy po raz pierwszy gry wydane lata temu lub przechodzimy je po raz kolejny weryfikując ile rzeczy dalej jest w nich dobrych z perspektywy czasu.
W wypadku Tomb Raider: Legends było to moje pierwsze zetknięcie z grą i jest to dosyć ciekawa pozycja do sprawdzenia. Ale po kolei…
Tło fabularne:
Historia łączy czas przeszły i teraźniejszy. Dowiadujemy się o tajemniczym zniknięciu mamy Lary Croft, zaś dorosła już pani archeolog jest na tropie artefaktu – łudząco podobnego do tego, który widziała w tym samym dniu kiedy straciła matkę.
Grafika i animacje:
Jak na grę z 2006 roku tekstury prezentują się nie najgorzej, jednak da się zauważyć pewną niedoskonałość. Bowiem o ile Pani Archeolog ma płynny model bez widocznych ostrych krawędzi, tak inne postacie lub obiekty już takowe posiadają.
Jestem wielkim fanem sytuacji kiedy podczas jednej z cutscenek, trójwymiarowa Lara w trójwymiarowym świecie podnosi but… który wygląda jak spłaszczona tekstura 2D. Widać w jakie miejsca, a w zasadzie w jaką postać, twórcy przerzucili moce przerobowe komputera 🙂
To co do tej pory wygląda zaskakująco dobrze to animacje. Lara skacze, biega, robi fikołki i salta w powietrzu, jest dynamiczna, zaś cutscenki często mają na siebie dodatkowy pomysł i dodają naszej bohaterce charakteru i ,,pazur’’.
Poziomy:
W grze przyjdzie nam odwiedzić kolumbię, świątynie Azteków, mroźną syberię i wiele innych krain i lokacji. Każdy z nich jest bardzo ciekawie zaprojektowany i nie daje nam rozwiązań na tacy.
Często przyjdzie nam rozglądać się po ogromnych świątyniach, ale i bardziej przyziemnych labiryntach i korytarzach wewnątrz budynków.
Oprócz tego, jak na grę przygodową przystało przyjdzie uciekać nam przed wybuchami, głazami i innymi przeszkodami.
Sekwencje parkourowe:
Sekwencje gdzie wspinamy się lub skaczemy są dłuuugie. Zaś checkpointy są wyjątkowo rzadko. Trzeba się więc nastawić, że drobne błędy mogą skończyć się cofnięciem progresu nawet o parę minut. Często są sekwencje parkourowe są wzbogacone nienachalnymi quick time eventami, które nadają grze dodatkowej dramaturgii.
Walki z bossami:
Każdy boss wymaga innego sposobu na pokonanie, często związanego ze środowiskiem. Podczas gdy jeden poza strzelaniem do niego będzie wymagał ciągłego chowania się za osłonami i czekaniu na ten ,,odpowiedni moment’’ przy innym będziemy musieli rozpracować sekwencje, nauczyć się jego ruchów i powtórzyć czynność parę razy, dopóki nie padnie.
Zagadki środowiskowe:
Jednym z najciekawszych elementów serii Tomb Raider są bez wątpienia zagadki środowiskowe, których również tutaj nie zabrakło. Z racji że lokacje i komnaty są tutaj dosyć ogromne, będziemy musieli stopniowo rozpracowywać wieloetapowe kombinacje i mechanizmy. Jeśli przechodzimy grę po raz pierwszy, przyjdzie nam się trochę nagłówkować.
Podsumowanie:
Tomb Raider: Legends to ciekawa pozycja nawet po tych 20 latach, zwłaszcza jeśli planujesz przejść tę grę po raz pierwszy. Ma ciekawe lokacje i projekty poziomów. Interesującą, pełną akcji fabułę, zaś animacje z wielu nowszych gier, przy Larze Croft wypadają dosyć drewniane. Z racji że gra nie jest też długa, bowiem starcza na ok. 5-7 godzin, warto dać jej szansę.
Tyle ode mnie, to była moja opinia o Tomb Raider: Legends. A jakie są wasze odczucia z tą grą? Napiszcie w komentarzu!

Dodaj komentarz